W 31. rocznicę śmierci Króla Rocka w Poznaniu - koncert: DZIEŃ Z ELVISEM. W ubiegłym roku, 18 sierpnia 2008, świętowano tutaj rocznicę śmierci Elvisa mityngiem: DZIEŃ Z PRESLEYEM. A niedawno, również w sierpniu 2009, w 33. rocznicę tego pamiętnego dnia, w którym media podały: KING IS DEAD... na placu Kolegiackim w Poznaniu kolejnym koncertem oddano hołd Elvisowi: Poznaniacy pamiętają Presleya... Wkrótce, 9 maja 2010 w Poznaniu - jedyny w Polsce koncert z udziałem muzyków, którzy grali z Królem Rocka...
| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki:
Gazeta Autorska
Międzynarodowe Targi Muzyczne
piątek, 28 maja 2010
Robert Washington kreował Elvisa Presleya dla poznańskiej publiczności

Charakterystyczny ubiór Elvisa...

...i Presleyowa stylistyka podczas koncertu w CK Zamek,

9 maja 2010

Fot.: Andrzej Wilak


Przystanek: Poznań „The Original Elvis Tribute 2010”. Koncert dla Elvisa

 W fotoobiektywie tak się utrwalił  koncert  w Poznaniu dla uczczenia  75. rocznicy  urodzin Króla Rocka, z występem muzyków mających za sobą wspólne z nim szlaki koncertowe: Roberta Washingtona, Duke`a Bardwella, Michaela Jarretta, odbywających w tej muzycznej misji wraz z Chrisem Casello, Markiem Singerem i  bardzo urokliwą Sue Moreno - europejską trasę koncertową pn.: „The Original Elvis Tribute 2010”.

Fotka pamiątkowa zespołu - po występie

 w Sali Wielkiej CK Zamek w Poznaniu, 9 maja 2010 

Sue Moreno z kobiecym wdziękiem zerka

na Roberta Washingtona w fazie  preludium do

dynamicznego  zbliżenia  do publiczności  i szaleństw

na widowni - w stylistyce  ELVISA

Ileż słodyczy w kokieterii Sue Moreno...

jako akompaniamentu także kobiecym wdziękiem

 do gitarowego popisu...

Na tym zdjęciu Michael Jarrett w pełnej

okazałości w kapeluszu (pierwszy z lewej)... 

Fot.: Andrzej Wilak


środa, 26 maja 2010
Presleyowi na 75. urodziny w Poznaniu

Międzynarodowe Targi Muzyczne MITAM 2010 -  będące już trzecią edycją tego przedsięwzięcia organizacyjnego - mają w sobie cechy dążeń do  stworzenia platformy porozumień, współpracy i prezentacji dla  takich gremiów, jak: wydawcy muzyczni, producenci muzyczni i  artyści oraz  publiczność. Zostały one  pomyślane w tym roku  jako triada biesiadna: panel dyskusyjny, targi wydawców i  koncert  dla uczczenia  75. rocznicy  urodzin Króla Rocka, z występem muzyków mających za sobą wspólne z nim szlaki koncertowe: Roberta Washingtona, Duke`a Bardwella, Michaela Jarretta, odbywających w tej muzycznej misji wraz z Chrisem Casello, Markiem Singerem i  bardzo urokliwą Sue Moreno - europejską trasę koncertową pn.: „The Original Elvis Tribute 2010”.

 To właśnie koncertowe wydarzenie z cyklu: „Poznaniacy pamiętają Presleya”, zorganizowane 9 maja w Sali Wielkiej Centrum Kultury Zamek w Poznaniu, kolejne przedsięwzięcie Krzysztofa Wodniczaka, Stowarzyszenia Muzycznego "Brzmienia" oraz PTAAAK-a, wsparte przez samorząd, wyostrzało  nie tylko mój głód wrażeń i oczekiwanych walorów  artystycznych dzieła Presleya,  lecz przyciągnęło uwagę wielu poznańskich wielbicieli jego mistrzowskiej kuchni muzycznej. Odebrałam je jako  theatrum Presleyowe ze smakami muzycznymi, dynamiką śpiewu i wykonawczą dobrze czy wręcz znakomicie nawiązującymi  do kreacji, które stworzył sam Elvis. 

 Robert Washington zbliżył się swoją prezentacją do Mistrza,  nawet mentalnie czy też emocjonalnie go przypomniał na tym koncercie.  Uznany za znakomitego odtwórcę Presleya, silnie kojarzący się też z nim – ze śpiewu, głosu,  wyglądu, ubioru, dynamiki wykonawczej i ruchu scenicznego,  świetnie, można by nawet rzec: smakowicie tym występem wpisał się  w pamięć  publiczności. Niemal    jak Elvis wbiegał na  widownię. Jego wygibasy, charakterystyczny ubiór naśladujący strój Presleya i całusy czy uściski ręki –  hojnie  rozdawane -  przybliżały atmosferę  z tamtych lat.  Zresztą śpiew Washingtona wybrzmiał z taką naturalnością, że aż dziw brał, iż nie było  szalejących nastolatek, które tak często oblegały Króla Rocka. A nawet omdlewały na jego widok, krzyczały histerycznie, na koncertach – podskakiwały, unosiły ręce, rzucały się w objęcia stojących obok nieznajomych - z uniesień, wywołanych ekspresją  Elvisa, pięknem jego głosu i   treścią piosenek.  I  tym, co tak działa na wrażliwość niewieścią – silnym  przyciąganiem gorącą osobowością, urodą, indywidualizmem, empatią…

 Urokliwa Sue Moreno, zapowiedziana jako ”chórki”, swobodnie  bawiąc się niejako podczas występu, śpiewając ciepłym głosem,  ciekawie  wypadła w „Fever”.

 Nie przypadł mi do gustu jednak  styl  utworu „In the Ghetto”,  który w mojej pamięci tak bardzo przylgnął do oryginalnej wersji, śpiewanej przez Elvisa z ogromnym ładunkiem emocjonalnym głębokiej refleksji, a tu w Poznaniu jednak ograniczonym do powierzchownej emocji.  Zabrakło mi też kilku znanych, sztandarowych kompozycji, jak np. ”Crying in the chapel” („Płacz w kaplicy”) czy „Love me tender” i choćby jednej  piosenki z okresu hawajskiego Elvisa, ale jak to tłumaczył menedżer  zespołu na konferencji po koncercie  - zdecydowali się na takie utwory, a nie inne, zresztą z tak olbrzymiego repertuaru i tak niełatwo było  wybrać jedne, a zrezygnować z innych…

 Wszyscy muzycy z tej formacji wraz z Robertem Washingtonem, porywającym  basistą Duke`em Bardwellem oraz szczególnie - wirtuozeryjnym na klawiszach   Michaelem  Jarrettem, zresztą  autorem i wykonawcą:  „I'm Living'”, „I'll Be home On Christmas Day”,  czy z Chrisem Casello z gitarowymi popisami i  woltami,  Markiem  Singerem  porywającym słuchaczy żywiołami stworzonymi na bębnach i  perkusji  - stali się  takimi twórcami  brzmień i klimatu  znakomicie  nawiązującego i do stylistyki gospel, i  do muzyki country  (w utworach z  wczesnych lat siedemdziesiątych) i rocka,  że można mówić o ich wspólnym dziele:  bardzo dobre rzemiosło z olbrzymią  dozą artyzmu, pasji i miłości do Presleya…

Zaprezentowane  przez Roberta Washingtona: „Johny B. Goode”, „Tiger Man”, „T-R-O-u-B-L-E”,”Shake a  Hand” czy „It's Midnight” stylem i wykonaniem  zbliżały się do tej granicy, która odtwórcę czyni twórcą, a nieraz niemal samym Mistrzem.

 Zasłyszałam jednak podczas przerwy  także opinie publiczności, iż  być doskonałym naśladowcą Mistrza, to jednak to nie to samo, co być  Mistrzem… Z tych wypowiedzi jednak najsilniej wypływały potężne nuty nostalgii za osobą - Królem Rocka, którego – jak powiedziała jedna z pań – zawsze  bardzo pragnęła zobaczyć na żywo. Może jednak uznała ona  później, że ten koncert po części spełnił jej marzenie. Publiczność bowiem  – obecnie w salach koncertowych zazwyczaj  skora do wstrzemięźliwych reakcji, statyki, salonowych ledwie  emocji, oszczędności gestów i niekiedy tylko do przedłużonych oklasków  – tutaj, w Poznaniu,  wydała swój   werdykt dla artystów zza oceanu  - ognistą owacją  na stojąco!  Stefania Pruszyńska

piątek, 07 maja 2010
Elvisowe koncertowanie w ramach Międzynarodowych Targów MITAM

Dzisiaj, 7 maja 2010,  rozpoczną się w Poznaniu Międzynarodowe Targi Muzyczne MITAM. Zainicjuje je dyskusja panelowa z udziałem: Radka Barczaka, Jerzego Łojki i Andrzeja Wilowskiego. Odbędzie się ona  o 17.00 w sklepie muzycznym MUSIC STORE przy ul. Wielkiej 21.  Tematyka tej dyskusji, jak zapowiedzieli organizatorzy,  skoncentruje się na takich zagadnieniach, jak: branża wyposażenia studia nagrań, prawo autorskie i prawa pokrewne, polski rynek fonograficzny.

Jutro,  w sobotę, 8 maja, o 17.00, odbędzie się koncert solistów i zespołów pod nazwą "Szukam wydawcy". Miejscem tego wydarzenia w ramach MITAM będzie sala NOT, przy ulicy Wieniawskiego 5/7, a jego uczestnikami muzycy z pasją, lecz bez dorobku fonograficznego, szukający gremiów zainteresowanych ich muzycznymi kreacjami i ofertą muzyczną.

W niedzielę, 9 maja 2010, o 19.00, odbędzie się w CK Zamek koncert Presleyowski, który z uwagi na występ: Duke`a Bardwella, Michaela Jarretta, Roberta Washingtona, trzech muzyków mających za sobą niepospolite doświadczenie występów wraz z Elvisem – zapowiada się niezwykle atrakcyjnie. Muzycy ci  odbywają m.in. w Europie serię koncertów w ramach trasy Obchodów 75. Urodzin Króla Rock and Rolla. Pojawią się w Poznaniu na tym  jedynym niedzielnym  koncercie w Polsce – za sprawą zaproszenia ich przez Krzysztofa Wodniczaka, wieloletniego organizatora koncertów poświęconych Elvisowi, zresztą nieodmiennego – podobnie jak wielu poznaniaków – miłośników jego muzyki i dziedzictwa rockandrollowego żywiołu i romantyzmu tkwiącego w jego dziele. Stefania Pruszyńska

sobota, 05 września 2009
„Poznaniacy pamiętają Presleya” - w ramach MITAM 2009

[...] Nasycone kolorytem międzynarodowej muzyki MITAM rozognił koncert „Poznaniacy pamiętają Presleya”. Występy trwające blisko do północy, pokazały, że Elvisa można zapamiętać na wiele sposobów: wokalny, taneczny i brzmieniowy. Namiętny temperament muzyki Króla z Memphis, wybrzmiał gitarowym i perkusyjnym brzmieniem zespołu Monalizzy and the Devils, który dzięki rockendrollowej manierze gry na instrumentach, przywołał emocje minionego czasu. Nie mogło nawet przeszkadzać, że zespół do dziś nie wie, czy w rolę „devila” wciela się jego wokalistka, czy pozostali muzycy, należący do męskiej części grupy. Amerykańskiego ducha koncertu, podsycił dynamiczny występ Boogie Boys, który przy udziale dwóch elektronicznych fortepianów i perkusji, skutecznie mierzył siłę boogie z przemijaniem. Poznańska publiczność wysłuchała także m.in. zespołu Ant Akmens oraz debiutującego w roli Elvisa – Michała Plenzlera. Jednak „prawdziwym” Presley’em był gość specjalny MITAM – Michał Milowicz. Ubrany w „Elvisową” czarną marynarkę z kołnierzykiem, przeżycia widowni postawił na sztorc. Jego wykonanie utworów Presley’a wprowadziło w trans, aż w pewnej chwili żółto-czerwone światła sceny kojarzyły się ze wschodzącym za oceanem słońcem, jakby nie tylko na drugiej półkuli, ale w Poznaniu, mimo wieczorowej pory, miał się narodzić nowy dzień – bo jak inaczej określić wrażenie wywowane piosenkami „It’s Now Or Never”, „Heartbreak Hotel”, „Blue Suede Shoes”, czy „Love Me Tender”.

Barwnego brzmienia II edycji MITAM nie byłoby również bez „Nocy Hipisów” i spektaklu z piosenkami Michaela Jacksona. Ci, którzy odnaleźli w sobie puls, jakim biły serca „dzieci kwiatów”, świętowali 15 sierpnia w klubie „Sarp”, w równą 40. rocznicę rozpoczęcia festiwalu Woodstock. Rozkołysanych w strojach ze „słonecznej epoki” słuchaczy, energetycznymi dźwiękami narkotyzował zespół Boogie Chilli. Z kolei w niedzielę w klubie „ZAK” usposobiona artystycznie młodzież, w tym studenci z Nigerii, zaprosili na wieczór z największymi przebojami Króla Popu.

Tegoroczne Międzynarodowe Targi Muzyczne MITAM pokazały, że dzięki ludzkiej pasji i twórczemu zaangażowaniu, można stworzyć dobrą imprezę i artystyczny klimat, w który będzie się chciała „wsłuchać” publiczność w różnym wieku i o wielorakich muzycznych gustach. Poznańskie MITAM wierzy w uniwersalny przekaz pokoleniowej muzyki i na niej opiera swoje istnienie. Właśnie dlatego MITAM ma szansę odnaleźć własne, trwałe „brzmienie” pośród sławnych na międzynarowej scenie muzycznych imprez. Dominik Górny

Fragm. publikacji "Muzyka w barwie MITAM. Relacja z II edycji Międzynarodowych Targów Muzycznych MITAM", 27.08.2009,  Gazeta Autorska "IMPRESJee"  

czwartek, 04 czerwca 2009
Elvis...

03:52, impresje
Link Dodaj komentarz »
środa, 30 lipca 2008
"DZIEŃ Z ELVISEM" 2008
 
W ramach MITAM - Międzynarodowych Targów Muzycznych  16 sierpnia  2008  odbędzie się w Poznaniu w  31. rocznicę  śmierci tego piosenkarza "Dzień z Elvisem".

"[...] DZIEŃ Z ELVISEM ma przebiegać pod dyktando zespołów: Boogioe Radio Berlin Orchestra, Shakin Dudi oraz solistów: Anglika Ericka Bella (Thin Lizzy) ) oraz Pawła Bączkowskiego i grupy wokalnej Konsonans [...]".

piątek, 18 lipca 2008
Plakat Międzynarodowych Targów Muzycznych MITAM (2008)
niedziela, 30 grudnia 2007
O Elvisie po latach...
Elvis był personifikacją rytmu i takiego zamierzamy przypomnieć podczas poznańskiego koncertu - mityngu - 18 sierpnia 2007 r., w 30. rocznicę jego śmierci. Pragnę, aby przypomniany był jego zróżnicowany repertuar. Ten najbardziej muzykalny piosenkarz zintegrował białą muzykę country z czarnym bluesem, a ze współpracującymi z nim muzykami wprowadził wiele innowacji do techniki nagraniowej. Brzmienia sekcji rytmicznej później wykorzystywały wszelkie grupy rockandrollowe, rockowe i pop music. Ideą i zamiarem jest odsłonięcie Presleya jako śpiewaka zarówno gospel, stonowanego balladzisty, rozentuzjazmowanego wykonawcę muzyki country, jak i dynamicznego rockandrollowca.
Krzysztof Wodniczak, producent

***
Elvis... to temat rzeka... Po II wojnie światowej był on inspiratorem - tchnął nowego ducha w muzykę rozrywkową. W Ameryce szczególnie zwrócił uwagę swoim sposobem bycia... Był taki okres w latach 50., że jego styl widziano jako zbyt awangardowy, zbyt obcesowy. Miał też wielu wrogów w Wielkiej Brytanii, a naśladował go Cliff Richard. W Polsce słuchaliśmy Presleya w Radiu Luxemburg... A to było, jak to się mówi w Poznaniu : "zabruniune". Dla władzy był "wrzodem". To czasy rozwoju rhythm and bluesa, powstania Czerwono-Czarnych, później Niebiesko-Czarnych, zawieszenia festiwalu... Mogę powiedzieć, że miałem szczęście - brałem czynny udział w rozwoju muzyki rodzimej - Pan Bóg dał mi jakieś predyspozycje, a Elvis był dla mnie guru. Udało mi się finansowo, wprawdzie nie tak, jak na Zachodzie... Nie myślę, że on znikł - nawet w filmach polskich czy zachodnich pojawiają się takie sekwencje: "Stary, idziesz na tamten świat - pozdrów Elvisa"...
Wojciech Korda, wokalista

Michał Milowicz - aktor, wokalista
***
Elvis już latem w roku 1954, czyli po Święcie Niepodległości nagrał w studio SUN Sama Philipsa w Memphis 2 pocztówki dźwiękowe jako prezent na urodziny swojej matki. Były to utwory "My Happiness" i "That`s When Your Heartaches Begin". Zapłacił za usługę 3.95 $, co nie było wtedy małą kwotą. Dnia 5 lipca 1954 r., czyli zaraz po Święcie Niepodległości w Stanach, Elvis nagrywa dla wytwórni SUN swoją pierwszą płytę. Jako pierwszy utwór wybrał kompozycję czarnego bluesmana Arthura Crudupa "That`s All Right", a na drugiej stronie płyty pojawił się utwór wykonawcy country-bluegrass Billa Monroe "Blue Moon Of Kentucky". W tamtych czasach muzykę grano bez udziału perkusji. Zestawienie tych dwóch utworów na jednej płycie wprowadziło tyle zamieszania, że nie potrafiono zaszufladkować tych utworów i w ten sposób powstał nowy styl muzyczny, zwany Rockabilly, a słuchając płyty, nikt nie dawał wówczas wiary, że to śpiewa biały wykonawca. Uściślając więc, nie uznajemy Elvisa za twórcę Rockabilly oraz pierwszego białego wykonawcę, który przybliżył białym słuchaczom bluesa.
Tomasz Dziubiński, kierownik muzyczny w wywiadzie "Moja fascynacja Elvisem Presleyem"
*******
"Przed repertuarem rockandrollowym Elvis Presley śpiewał swoim charakterystycznym głosem utwory w konwencji rockabilly, czyli swoiste połączenie country and western i bluesa. Słuchając tych nagrań dzisiaj, po półwieczu od ich nagrania, twierdzę, że te piosenki mogą się i teraz podobać. Słyszę ten jego "zadzior" w głosie. I to był według mnie najciekawszy okres w jego muzycznym życiorysie. Ale kiedy później został zdominowany przez management, który mu narzucał styl muzyczny i zewnętrzną otoczkę, umizgiwanie się do publiczności i >>cyrkowatość<<, z której nie mógł się wyzwolić, zatracił na niekorzyść... kiedy >>poddał się<< przesłodzonej i mało dynamicznej komercji amerykańskiej. Przez cały jednak okres nagrywania i koncertowania Elvis Presley wykazywał się wręcz nieograniczoną ekspresją".

Irek Dudek vel Shakin Dudi

***
Elvis Presley jest fenomenem w muzyce rozrywkowej, nie na darmo zyskał miano króla rock and rolla, a jego legenda przetrwała. Co ciekawsze - miliony fanów w ogóle nie przyjęły faktu śmierci Presleya do wiadomości, wierząc, że uciekł on w prywatność i wiedzie gdzieś spokojne życie na marginesie wielkiego świata. Żywy czy martwy, jego muzyka ciągle cieszy się popularnością. Co więcej, ciągle ktoś naśladuje jego muzykę i sceniczną osobowość. I podczas naszego Dnia z Presleyem 18 sierpnia 2007 roku na stadionie Olimpii w Poznaniu będzie można zobaczyć jego sobowtóry! A jeśli chodzi o moje osobiste spotkanie z Elvisem... z jego muzyką - nastąpiło ono trzy lata temu, kiedy przygotowywałam ze swym chórem jego piosenkę: "King of the Road". W samym przygotowaniu utworu nie ma nic szczególnego, ale gdy pozna się pewną ciekawostkę, sprawa nabiera rumieńców: zanim Elvis rozpoczął karierę muzyczną, pracował jako kierowca ciężarówki. I do dziś, słysząc tekst songu, mam wrażenie, że jest to piosenka o nim samym i że Presley jest nie tylko autorem, ale i głównym bohaterem piosenki. To on jest King of the Road, czyli Królem Szosy:
(He knows) Every engineer on every train
All of their children and all of their names
And every hang-out in every town
Every lock that ain't locked
When no one's around.
Aleksandra Wojtaszek, dyrygent chóru INSPIRO ENSEMBLE

***
Pierwszym spotkaniem z muzyką Elvisa Presleya, tak jak sobie przypominam, był utwór „Love me tender”. Miałem wtedy chyba 7 lat i stawiałem pierwsze kroki muzyczne. Bardzo chciałem ten utwór grać i nieporadnie, i ze słuchu, z tego co zapamiętałem w radiu, próbowałem setki razy, aż się udało. Byłem z siebie bardzo dumny. Dumny jestem i teraz, że w repertuarze zespołu „Konsonans” mamy także utwory Presleya. Przed taką silną muzyczną osobowością, jaką jest Elvis Presley, nie da się uciec i ja wcale nie chcę tej muzyki unikać. Czy Elvis Presley żyje? Muzycznie - jeszcze jak!
Dariusz Stocki, kierownik artystyczny zespołu wokalnego "Konsonans"...

***
Zetknąłem się po raz pierwszy z muzyką Presleya, mając 11-12 lat. Może po raz pierwszy usłyszawszy tę muzykę i tego artystę, coś głębokiego przeżyłem, ponieważ od razu, o ile pamiętam, artysta ten zwrócił moją uwagę... Zacząłem kupować kasety z jego nagraniami, gdyż jeszcze wtedy nie było płyt CD... I tak zaczęła się moja historia naśladowcy Elvisa...
Na początku nie myślałem ani nie planowałem naśladować tej postaci - to samo przyszło naturalnie... Wiele można
mówić o własnych osobistych doświadczeniach. O tym piosenkarzu. Można by książkę napisać chyba... Wydaje mi się, że w tym człowieku, w jego piosenkach i w jego sposobie śpiewania odkryłem podobieństwo do moich uczuć, emocji i marzeń. Presley to była postać autentyczna, pełna emocji, prostoty w wyrażaniu uczuć. Po prostu dobry człowiek, wrażliwy, który przez całe swoje życie szukał tak naprawdę tego, żeby z kimś być na serio. Żeby kogoś kochać, a na koniec został zdradzony przez własną żonę... Człowiek pełen marzeń, a z marzeń dziecka góry przeniósł, tak się wydawało. I to mnie urzekło i jest dowodem, że warto mieć dobre marzenia w sobie... Człowiek, który nie porzucił swoich przekonań, ideałów, do końca wierny sobie... Legenda, fenomen, jak niektórzy go określają...
Kim jest dziś? W Polsce chyba tak naprawdę nigdy nie był dobrze znany i ceniony, dzisiaj dla wielu, którzy nie znają jego osoby i twórczości, jest klaunem. Dla innych - fenomenem. Kimś autentycznym. Legendą. Myślę o mityngu, że to świetna sprawa, iż ktoś wreszcie w Polsce organizuje coś takiego i promuje w jakiś sposób muzykę Presleya. Nigdy nie była ona w Polsce promowana i chyba nadal mało o niej słychać.
Damian Grzegorczyk, wokalista

Wypowiedzi zebrała i opracowała Stefania Golenia
To superartysta. Jego muzyka ma tę siłę, która motywuje wielu, nas wszystkich. To taki rodzaj muzyki uskrzydlającej, dodającej otuchy, mocy. Chcielibyśmy śpiewać piosenki Elvisa Presleya tak, aby uzyskać tę samę dynamikę i taki przekaz jak on. Będąc na scenie, potrafił skupić ludzi, ich przyciągnąć i ich rozgrzać. Podczas koncertu planowanego na sierpień w Poznaniu pragnęlibyśmy wyzwolić taki entuzjazm, jaki wydobywał z publiczności ten artysta... Śpiewaliśmy już jego gospelowy repertuar tam, u siebie - w Nigerii... To sporo ciekawych utworów...
Zespół "The Way Voices"

***

Muzyka Presleya jest ponadczasowa i wywiera wpływ na różnych ludzi - zarówno siedmiolatków, jak i młodych, i starszych. Budzi u wielu silne emocje. Jeśli chodzi o mnie, towarzyszy mi ona zawsze. Już od początków, gdy występowałem w "Nurcie" sięgałem zawsze po nią i głos Elvisa jako energetyzujący. Ta muzyka jest silna i bliska mojemu sercu, wyzwala u mnie dobre emocje. Dlatego też ją śpiewam. Fascynuje mnie jednak głos Króla Rocka, a nie jego osoba. Nie jestem jego fanem. Koncert w sierpniu, w 30. rocznicę jego śmierci jest niezwykle ważny i potrzebny, aby przypomnieć niezwykłość jego talentu. Drugiego takiego nie będzie...
Piotr Bugzel, wokalista, kompozytor

***
Gdy miałem 3 latka, chowałem się w domu za zasłonę i deklamowałem wierszyki.
Sam nauczyłem się grać na gitarze. A jak już grałem, to przyswajałem sobie repertuar Presleya. Gdy miałem 7-8 lat, rodzice (ojciec dziennikarz) zostawiali mnie w domu z płytami Elvisa Presleya i Toma Jonesa. Dorastałem z tą muzyką. Mój wujek miał całą płytotekę Presleya. Tak, Elvis był moim idolem. Był takim scenicznym zwierzęciem
i obudził to również we mnie. Byłem pomysłodawcą koncertu Elvis w teatrze Buffo, w którym wystąpili także moi przyjaciele. Na swoich koncertach wciąż śpiewam utwory z jego obszernego repertuaru. Nagrał blisko 900 utworów, z czego oficjalnie wydanych jest około siedmiuset.
wtorek, 18 września 2007
Napisali o "Dniu z Presleyem"
O 30.  rocznicy śmierci amerykańskiego artysty nie zapomniano i w Polsce.W Poznaniu przez dwa dni pokazywano filmy z udziałem muzyka. Pokazy stanowiły preludium do "Dnia z Presleyem" [...]. Jedną z większch atrakcji był "Pomnik Królewski", czyli wznoszenie przez uczestników imprezy glinianej rzeźby Presleya". (Marcin Nowak, "Elvis Presley wciąż żywy", Kalejdoskop-weekendowy magazyn Dziennika Związkowego Polish Daily News, Chicago).
"Nie do końca udaną imprezą był organizowany na Dziedzińcu Urzędu Miejskiego w Poznaniu przez Stowarzyszenie Muzyczne Brzmienia >>Dzień z Presleyem<<. Pomysł był szczytny, uczczenie 30. rocznicy śmierci króla rock and rolla,ale przerósł możliwości organizatorów".
(Marek Zaradniak,"Dzień z Presleyem", Głos Wielkopolski").                                                                     

"W 30. rocznicę śmierci Elvisa Presleya jego największe hity na dziedzincu magistratu śpiewali mniejsi i więksi imitatorzy gwiazdora [...]. Po południu imitatorzy wskoczyli na scenę i dość licznie zgromadzona publiczność kilkakrotnie wysłuchała przeboju "Cant Help Falling In Love" [...]. Poznaniak Piotr Bugzel, według telewizji BBC jeden z najlepszych na świecie imitatorów, pod scenę wjechał więc białym cadillakiem i z gitarą akustyczną pod pachą [...]. Na sobotnim koncercie wystapił też m.in.Michał Milowicz i Wojciech Korda. Nie przyjechał za to zapowiadany Shakin Dudi.Organizator koncertu,Krzysztof Wodniczak tłumaczy to tak: - No nie dogadaliśmy się, ale Dudi obiecał mi, że pojawi się u nas jesienią". (Sylwia Wilczak, "Zlot Presleyów na pl. Kolegiackim", Gazeta Wyborcza - Poznań) 

[...]"Propozycja tego spotkania z muzyką była o tyle ciekawa, że nie ograniczała się, jak to zwykle bywa, jedynie do koncertu muzycznego. W tym przypadku zaproponowano o wiele szerszą formę. Bawić bowiem mogli się wszyscy bez względu na wiek. Było również wiele ofert dla najmłodszych, którzy przyszli ze swoimi rodzicami. Przygotowano dla nich sporo atrakcji włącznie z zajęciami plastycznymi cieszącymi się ogromnym zainteresowaniem. Uważam, że tego typu spotkania z muzyką to bardzo interesująca oferta, bo często dorośli nie pojawiają się na koncertach z bardzo prozaicznej przyczyny, po prostu nie mają co zrobić ze swoimi pociechami. Natomiast ci bardziej zdeterminowani, którzy zabierają jednak dzieci ze sobą, przeżywają potem trudne chwile, kiedy mali widzowie zaczynają wariować z nudów. Tutaj było inaczej i za ten pomysł należy się duży plus dla organizatorów".

"Król był w Poznaniu" - takim tytułem opatruje swoją publikację Tomasz Minkowski ("Tele Tydzień"), który mi.in. powołuje się na słowa organizatora: "- To był nasz prezent do pokolenia wychowanego na Radiu Luxemburg-ludzi, dla których Presley był kimś ważnym - mówi Krzysztof Wodniczak,organizator mityngu na placu Kolegiackim w Poznaniu". I dodaje: "Była to największa z krajowych imprez upamiętniających 30-lecie śmierci Króla Rock and Rolla. Już w wieczory poprzedzające >>Dzień z Presleyem<< w klubie Blue Note wyświetlano filmy fabularne z Elvisem w roli głównej oraz dokumenty z jego koncertu".

[...] "zatrzymam się na pewnej atrakcji, która wzbudziła wiele emocji wśród wszystkich bez względu na wiek. Była nią prezentacja sobowtórów Presleya. Znaleźli się wśród nich zarówno tacy, którzy śpiewali wielkie przeboje jak i tylko tacy, którzy swoim wyglądem nawiązywali do wielkiej legendy. Na scenie pojawiły się fryzury z wielkimi czubami, białe uniformy, super szerokie spodnie, zwiewne peleryny. Błyszczały setki cekinów i złote okulary. Całość dopełniały lśniące gitary rodem zza oceanu".[...]Podsumowując, „Dzień z Presleyem” był ciekawą formą imprezy ludycznej w rocznicę śmierci wielkiego artysty". (Andrzej Błaszczyk, "Presley dla wszystkich").

Najprawdopodobniej była to największa impreza zorganizowana w Polsce z okazji 30. lecia śmierci króla rock and rolla. Odbyła się w Poznaniu 18 sierpnia br. na Placu Kolegiackim. Trwała od południa do godziny niemal 23.00. Wydawać by się mogło, że Elvis Presley (1935 – 1977), amerykański piosenkarz obdarzony nieprzeciętną charyzmą jest bliski ludziom, którzy parę lat temu przekroczyli „60”, a więc pamiętają go ze swojej młodości, ale tak nie jest, ponieważ fascynują się nim i jego piosenkami również dzieci dzisiejszych oldboyów i ich wnuki. (Andrzej Haegenbarth, "Panorama Polskich Miast").

[...] Tańczyliśmy solo, parami,w kółeczkach i wielkich kręgach. Potem nastąpił punkt kulminacyjny - koncert główny. Paweł Bączkowski, Piotr Bugzel, Michał Milowicz, Józef Kolesiński i Wojciech Korda z zespołemTomka Dziubińskiego dali z siebie wszystko, dawali czadu, a my kręciliśmy się coraz szybciej i szybciej. [...] W czasie trwania imprezy nie było żadnych interwencji mieszkanców ani Straży Miejskieczy policji, czego życzymy wszystkim organizatorom tego typu imprez. (Ryszard Chojnacki "Staromiejskie Echo").

[...] Z estrady zaś głos Presleya z płyty...  lub znów "Podobieńca" artystyczny lot w tonacjach miękkiej modulacji ekstazy... Poczułam się o krok od tych obłoków, na których mistrz pozostawił nam swoją muzę.[...] Program "Dnia z Presleyem" miał w Poznaniu  różne barwy... Na tym mityngu jednak pojawiła się najpierw  nieliczna publiczność - sporo dziennikarzy, występujące talenty karaoke z rodzinami,  znajomymi, ludzie zwabieni muzyką swojego idola... Do wieczora słuchaczy przybywało...[...]. W Poznaniu Presley ma się dobrze... - powiedział przygodny rozmówca, który  stwierdził też: "Przecież nigdzie tak nie pamiętano w Polsce o nim i tej rocznicy...". Inny spekulował: "A może by tak tę imprezę przekształcić w regularny, coroczny festiwal Presleyowski"... Widzowie dzielili się ze mną i ze sobą  uwagami i dociekaniami: "Podobno nie wystąpi Shakin Dudi"... [...] A puenta mityngu, która przypadła na wieczór,  trwała do północy. Koncert prowadzili: Krzysztof Wodniczak i Anna Dziuba.  Publiczność, ok. 1500-osobowa,  z uniesionymi rękami i rozśpiewana w radości, skandowała fragmenty znanych utworów za: Piotrem Bugzelem, Pawłem Bączkowskim, Wojciechem Kordą, Józefem Kolesińskim (lirycznym w neapolitańskich pieśniach,  tak lubianych przez Elvisa), Michałem Milowiczem  i Tomaszem Dziubińskim... W pewnej chwili sam organizator mityngu Krzysztof Wodniczak wystąpił z gitarą, naśladując śpiew (playback)... (Stefania Golenia, "IMPRESJee" Gazeta Autorska http://impresjeee.blox.pl).

Oprac. SJPrusz

 
1 , 2